Google zapowiedział 2 maja 2019 podniesienie cen i 16 lipca 2019 wcielił swój plan w życie. Niestety towarzyszyło temu dodatkowo ograniczenie bezpłatnych limitów prawie 30-krotnie. Dodatkowo kontrowersyjny był na pewno czas, jaki Google dał startupom, firmom, partnerom i naszym klientom na podjęcie decyzji i dostosowanie się lub nie do nowych warunków. Najpierw miał to być 11 czerwiec, ale Google niejako „zlitował się” nad nami i wydłużył czas dostosowania się do 16 lipca. Zaskoczonych i pytających o alternatywy jest coraz więcej.

ZACZNIJMY OD POCZĄTKU

Podniesienie cen przez Google był tylko kwestią czasu. Już w czasie poprzedniej zmiany modelu cenowego odnotowaliśmy kilka znaczących transferów na rynku. Przykładowo – w Polsce serwis jakdojade.pl  zastosował własny silnik OpenStreetMap, przypominający Mapbox. Za granicą FourSquare zdecydował się na Mapboxa. My w naszym startupowym projekcie, platformie do analiz lokalizacji – Locit.pl od początku postawiliśmy na naszego partnera – HERE.  W porę z Google Maps zrezygnowaliśmy u  naszego wieloletniego klienta – AmRest, który obecnie w ramach swoich rozwiązań, wykorzystuje inne komercyjne platformy HERE Location Platform oraz MapTiler. Po komunikacie Google z 2 maja 2018 roku tym bardziej poczułem się “wywołany do tablicy” i podzieliłem się prostym tutorialem dla programistów pod tytułem “Alternatywa dla Google Maps“. Dlaczego? Bo Wasze koszty mogą nagle wzrosnąć przykładowo z 375 dolarów do 21 000 dolarów miesięcznie.


PRZYKŁADOWE KOSZTY – PORÓWNANIE CEN

Dla większości z Was poprzednio obowiązujący limit na poziomie 775 tysięcy zapytań miesięcznie był zupełnie wystarczający – niestety ograniczony został do 28 tysięcy miesięcznie. Dodatkowo koszty płatnego użycia wzrosły 14-krotnie do poziomu 7 dolarów za każde 1000 załadowań mapy. Jeden z naszych klientów skalkulował (na podstawie historycznego zużycia) potencjalne koszty na 15 000 dolarów miesięcznie, inny partner – z branży flotowej (inny model cenowy) – otrzymał od Google ofertę na poziomie 12 000 euro miesięcznie, przy czym poprzednio płacił 8 500 euro…..rocznie.

Tak, wiem – większość z Was zawsze wykorzystywała Google Maps, bo człowiek stykał się z nimi praktycznie wszędzie. W sektorze B2B było (jest) nieco inaczej. Mimo wszystko – nie jesteście  skazani na tak wysokie koszty.

Ostatnio natknąłem się na bardzo ciekawy artykuł na blogu “Gdzie po lek” i Panowie doskonale przedstawili problematykę na przykładzie swojego startupu.


ŻYCIE POZA GOOGLE ISTNIEJE – KOMERCYJNIE

W świecie map i ich licencjonowania napotkamy podział ze względu na charakter rozwiązania (dla rozwiązań publicznie dostępnych i rozwiązań zamkniętych – najczęściej wewnątrzfirmowych) i przypadek użycia (np. zarządzanie flotą i monitoring, wewnętrzna aplikacja biznesowa, planowanie tras przedstawicieli handlowych, etc.). Jako, że na zmianach cierpi przede wszystkim wykorzystanie w ramach rozwiązań dla konsumentów, porównamy koszty dla tego typu zastosowania:

  • Maptiler (wcześniej Tilehosting) – rozwiązanie stworzone w oparciu o dane OpenStreetMap – 20 dolarów miesięcznie za 500.000 requestów, czyli 0,0004$ za pojedynczy kafelek. Więcej informacji można znaleźć na stronie Maptilera.
  • HERE – platforma numer 1 na świecie według raportu OVUM. Już za 49 EUR miesięcznie możemy mieć 100.000 transakcji, przy czym w przypadku transakcji mapowych 1 transakcja równa jest 15 requestów. Transakcje można jednak spożytkować na różne funkcjonalności z pakietu Standard takie jak geokodowanie czy obliczanie trasy. Zdecydowanie polecam w przypadku potrzeb wykraczających poza zwykłe wyświetlanie obiektów na mapie.
  • Mapbox – kolejne rozwiązanie od lat bazujące na danych OpenStreetMap, choć ceny już też nieraz podnosili. Do 50.000 requestów mapowych, 50.000 requestów geokodowania, 50.000 requestów o trasę nie zapłacimy nic. Powyżej tego zapłacimy 0,50$ za każde 1000 transakcji wyświetlenia mapy, co równe jest pobraniu od 4 do 15 kafelków mapy (w zależności z jakich kafli korzystamy). Więcej informacji można uzyskać bezpośrednio na stronie usługi Mapbox.
  • TomTom – mimo “pozbycia się” swojej własnej platformy kilka lat temu ponownie wystartowali, choć moim zdaniem za późno. Dane TomToma dostępne są również w mapach Apple. 25$ za 50.000 transakcji to 0,0005$ za transakcję, przy czym transakcja oznacza wyświetlenie 15 kafelków. Transakcje mogą być również konsumowane na operacje geokodowania czy liczenia tras. Więcej informacji można znaleźć bezpośrednio na stronie API TomToma.

Są jeszcze usługi Bing Maps i Azure Maps – obie Microsoftu. Sam nie wiem jaka będzie ich przyszłość. Tworzone są w oparciu o dane HERE, ale dalej mam wrażenie, że Microsoft po prostu zapomniał ich swego czasu kupić od Nokii. Od lat traktuję ich jako drugą kieszeń HERE`a.


ŻYCIE POZA GOOGLE ISTNIEJE – TECHNICZNIE

Najważniejszym do zastąpienia elementem na stronie internetowej jest stosowana biblioteka mapowa od Google. W przypadku stron typu lokalizator placówek nakład pracy będzie oscylował w zakresie od jednego do trzech dni roboczych. W przypadku bardziej rozbudowanych aplikacji będzie wymagało to większych zasobów.

Na rynku dostępnych jest szereg alternatywnych bibliotek javascriptowych, umożliwiających integrację narzędzi mapowych na własnej stronie internetowej, jednak najszersze zastosowanie mają przede wszystkim LeafletOpenLayers  czy MapboxBiblioteka Leaflet jest bardzo „lekka” i wymaga od programisty mniejszej ilości kodu dla osiągnięcia podstawowej funkcjonalności mapy.

Wspomniane wcześniej biblioteki są na tyle uniwersalne, że wspierają interfejsy do usług różnych dostawców, takich jak HERE, Bing, Mapbox, Maptiler, OpenStreetMap i wielu innych. Dlatego też ewentualna podmiana podkładu mapowego w przyszłości nie będzie generowała konieczności zmiany biblioteki programistycznej.

Zestawienie najczęściej stosowanych przez nas layoutów mapowych można obejrzeć na stworzonej przez nas porównywarce map. Więcej przykładów zastosowania można oglądać na łamach naszej strony z aplikacjami demonstracyjnymi.

Related Post